Marzec 1999
|
|
Jeszcze do niedawna paru decydentów, których powinno się dla przykładu rozwalić pod murem, zrobili wystarczająco dużo, aby ideę obrony powszechnej, urzeczywistnionej militarnie w ramach obrony terytorialnej, ośmieszyć, okpić, obrzydzić i zlekceważyć. Przez tych paru głupków w mundurach utrwalił się obraz wojsk OT jako wojska od łopaty. Wyraźnie i najpełniej opisane w książce generała B. Chochły "Obrona terytorium kraju" (Wyd. MON, Warszawa 1974) założenia zostały w Sztabie Generalnym zdegradowane i obrócone w parodię idei.
Dlaczego tak się stało, przychodzi zadać nam po raz kolejny takie pytanie? Strategia obrony powszechnej została skutecznie sprawdzona chociażby przez ZSRS w czasie II Wojny Światowej, czy współcześnie w Czeczenii. Ideałem funkcjonowania OT jest Szwajcaria, gdzie stopień organizacji, jest tak duży, że od wieków stanowi element odstraszania.
Kiedy u nas trwają uroczystości żałobne z okazji kolejnej rocznicy Powstania Warszawskiego, w Niemczech organizuje się seminaria oraz spotkania naukowe poświęcone rzetelnej analizie mechanizmów organizacji i funkcjonowania struktur polskiego państwa podziemnego i jego armii. W zapomnienie poszedł dorobek polskiej myśli wojskowej, takich ludzi jak Kościuszko, Prądzyński, Chrzanowski, Kamieński i wielu innych.
Należy jak najszybciej uzyskać poziom zdolności społeczeństwa do elementarnej samoobrony. Jako podstawowe minimalne wymogi należy wymienić: niezgodę na podporządkowanie się przemocy, czyli tym samym zgodę na uczynienie Polski krajem nieprzyjaznym dla agresora. Miasta należałoby uczynić wtedy miejscami, gdzie przeciwnik nie ma prawa czuć się bezpiecznie. Stosując różnorodne środki i metody walki oraz oporu obronę powszechną należy doprowadzić do nieopłacalności jakiejkolwiek agresji.
Agresor, który chciałby narzucić swoje prawa i maniery, nie może w żadnym wypadku czuć się u nas dobrze.
I ma o tym wiedzieć.