Kwiecień 1999
Niestety jest już o wiele za późno na
stworzenie sojuszu, gdzie Polska byłaby głównym filarem, a nie kulawym
partnerem w NATO, którego raz się chce, później nie, w końcu chce ale z
warunkami etc. , etc. No i jeszcze te krzywe spojrzenia i groźby sowietów.
NATOralnie moglibyśmy pozostać neutralni
(czytaj: bezbronni), tylko ciekawe jak długo (855 czołgów w Kaliningradzie
czeka cały czas jak charty, by ich spuścić ze smyczy, nie wspominając o
ponad 200 tysiącach żołnierzy, w tym Specnazu oraz bombowcach strategicznych
z bronią nuklearną na pokładzie, morskimi i powietrznymi środkami desantowymi).
Była szansa stworzenia sojuszu opartego
na współpracy z państwami Europy Środkowej. Byłby to układ polityczno-wojskowy,
będący alternatywą dla NATO. Wypełniłby on lukę, jaka powstała po rozpadzie
Układu Warszawskiego, konsolidując jego byłych członków w obliczu zagrożenia
zewnętrznego. Nasi najlepsi alianci z racji położenia geograficznego to
przede wszystkim Ukraina, Rumunia, Słowacja i Litwa. Z powodu blitzkriegu
jaki wykonaliśmy zagonami pancernymi Pepikom w ramach operacji "Dunaj",
nie kochają nas zbytnio za południową granicą, więc musielibyśmy ich kandydaturę
zawczasu odrzucić, żeby uniknąć na przyszłość kłopotów. Zresztą wiadomo,
że czeskie wojsko to żadne wojsko. Z wymienionymi państwami tworzylibyśmy
potężny potencjał militarny, przed którym natowskie armie miałyby mokro
w gaciach, o sowietach nie wspominając. Sumując produkcję broni pancernej
z zakładów w Charkowie, Kijowie, Zaporożu, Kriemenczugu, Łabędach i Martinie,
samolotów z zakładów w Kijowie, IAR w Rumunii, PZL w Mielcu, śmigłowców
(Zaporoże, Świdnik) zapewnialibyśmy kooperantom stałe dostawy sprzętu wojskowego
bardzo dobrej jakości i na dodatek zestandaryzowanego. Trzeba też wspomnieć
o współpracy uczelni wojskowych, wojskowych instytutów zajmujących się
ulepszaniem i projektowaniem nowych typów broni, wspólnymi ćwiczeniami).
Współpraca obustronna kwitłaby też z
państwami neutralnymi wysoko rozwiniętymi gospodarczo. Firmy izraelskie,
czy południowoafrykańskie (są to kraje mające znaczne sukcesy militarne)
są cały czas chętne do współpracy przy zaopatrywaniu nas w wysokiej klasy
osprzęt elektroniczny, broń, jak i są chętne do współpracy przy modernizacji
naszego nie najnowszego już sprzętu wojskowego. Dzisiaj Rumunia dzięki
odważnej decyzji modernizacji sprzętu powszechnie uważanego za przestarzały
i współpracy z Izraelem ma najnowocześniejszą flotę bojowych statków powietrznych
w byłych państwach Układu Warszawskiego. Izraelczycy na bazie podwozi zdobycznych
T-54 i T-55 opracowali w latach 80-tych doskonały ciężki transporter "Achzarit"
o masie 44 ton. Świetny sposób na wykorzystanie 200 sztuk T-55 stojących
obecnie w magazynach z ogólnej liczby 1730 czołgów jakie posiadamy. Dzięki
takim działaniom bylibyśmy zabezpieczeni przed uzależnieniem nas od wszechmocnych
Stanów Zjednoczonych gotowych usidlić każdego, byleby wyduszać z niego
forsę za dostawy nienajlepszego i nie najnowszego sprzętu (patrz: sprawa
dostawy F-16 do Polski).
Wspomnieć też trzeba o korzyściach natury
geopolitycznej. Przecięcie Europy na pół wzdłuż linii Bałtyk- Azow (Ukraina)
i otoczenie bomby zegarowej, jaką jest bastion wściekłych psów w Królewcu
przez Litwę i Polskę, przywróciłoby należny Polsce szacunek na arenie międzynarodowej,
bez lizusostwa i wazeliniarstwa w wykonaniu polskich polityków wobec NATO
i ich trzęsidupstwa wobec sowietów. Jeśli doda się jeszcze, że nasz sojusz
dysponowałby łącznie potencjałem ponad miliona żołnierzy (!) i silną flotą
na trzech akwenach (Polska, Litwa, Ukraina) to widać wyraźnie sens istnienia
takiego sojuszu na płaszczyźnie czysto militarnej. Tylko z Ukrainą Polska
posiada ponad 8000 czołgów, w tym T-80 i aż 26 pełnowartościowych dywizji
piechoty. Byłaby to potęga przed którą chyliłyby czoła Stany Zjednoczone
i Niemcy, o Rosji nie wspominając.
Gdyby sowieci ruszyli, niechybnie po
raz czwarty w swej historii Moskwa zmuszona byłaby powitać polskie wojska.
W dalszej perspektywie sojusz rozszerzyłby się o kolejne państwa np. Węgry
, Mołdawię, Estonię i Łotwę, a po przystąpieniu do naszego sojuszu Bułgarii
i Słowenii otrzymalibyśmy strategiczny dostęp do Adriatyku i bliskość cieśnin
tureckich, czyli wyjście na arcyważny teatr działań śródziemnomorskich
i bliskowschodnich! Odtąd najważniejszym problemem naszego sojuszu byłaby
rozbudowa arsenału strategicznego, niezbędnego do podtrzymania znaczenia
w świecie.
Byłby to niemal czysto słowiański pakt
wojskowy. Włochy ostatnio przebąkują, że może odejdą z NATO (sprawa katastrofy
wagonika kolejki górskiej w Alpach; wśród kilkudziesięciu zabitych, także
dwoje Polaków; amerykański pilot w pełni odpowiedzialny za zbrodniczą katastrofę
został uniewinniony przed sądem w USA!). Zapewne w przypadku istnienia
słowiańskiego sojuszu, Włochy zastanawiałyby się czy nie wstąpić w nasz
pakt. Co to by dopiero było, gdyby makaroniarze staliby się naszymi bliskimi
współpracownikami!
Dlaczego taki pakt nie powstał?
Polskie i nie tylko polskie społeczeństwo
jest za bardzo zastraszone przez Zachód i sowietów, nastąpił kryzys świadomości
niepodległościowej, zniknęła wspólnota narodowa Polaków, gotowych sprzedać
się każdemu byleby mieć tylko więcej pieniędzy od sąsiada, jesteśmy zalewani
odpadami cywilizacyjnymi EWG, odurzeni śmierdzącymi hot-dogami i innymi
badziewiami przez pomyłkę tylko nazwanymi jedzeniem, przerabiani na szarą
masę przez ogłupiające wytwory amerykańskiego świata.
Była szansa na powstanie takiego paktu,
ale obawa Zachodu bardziej przerażonego wschodnioeuropejską konsolidacją
niż sowieci, uniemożliwiła poprzez odpowiednie działania zachodnich polityków
i zachodnie służby specjalne powstanie potężnego, wschodnioeuropejskiego
sojuszu.
Przyjdzie nam jeszcze ciężko zapłacić
za tę uległość wobec Zachodu.
Major Derlin
Wszelkie spostrzeżenia
i komentarze proszę kierować na e-mail : demon@greendevils.com.pl