FALKLANDY 1982

DOŚWIADCZENIA Z WOJNY FALKLANDZKIEJ

Część 2

    Zanim przejdziemy do dalszego omawiania błedów walczących stron w konflikcie falklandzkim oraz wyniesionych przez nie doświadczeń, cofnijmy się do sytuacji wyjściowej, aby przyrzeć się dokładniej stronom konfliktu oraz poznać czynniki, które zadecydowały o takim, a nie innym przebiegu konfliktu.
Sytuacja wyjściowa:

    Brytyjczycy popełnili poważny błąd przed rozpoczęciem działań wojennych przez Argentynę. Umożliwili Argentyńczykom na przeprowadzenie nieskrępowanego i dokładnego rozpoznania Falklandów!

    Argentyńczycy nie dysponowali pod koniec lat 70-tych, kiedy to opracowywana była Operacja Rosario (zajęcie Falklandów), dokładnymi i aktualnymi informacjami o Falklandach-Malwinach. Był to poważny problem dla Argentyńskich sztabowców, z którym musieli się szybko uporać. Należy tu wspomnieć, że Brytyjczycy tradycyjnie izolowali swoje wyspy od jakichkolwiek kontaktów z kontynentem, co ograniczało skutecznie działania wywiadu argentyńskiego. Wszelkie sposoby, czy próby rozwiązania problemu drogami dyplomatycznymi kończyły się fiaskiem. W końcu przyciśnięto do muru Brytyjczyków, domagając się umożliwienia badań naukowych, kładąc nacisk na kwestie ekologiczne i związki między ekosystemami Patagonii i Falklandów-Malwinów.

    Brytyjczycy "zmiękli" i wydali zgodę na badania przez argentyńskich naukowców. W 1980 roku w Port Stanley wylądował argentyński samolot z oznaczeniami sił powietrznych. Z samolotu wysiadło około 100 mężczyzn, których często jedynym "naukowo-badawczym" urządzeniem był aparat fotograficzny z teleobiektywem. Bardzo szybko i sprawnie rozjechali się i rozeszli po wyspie fotografując niemalże każdy metr kwadratowy ziemi. Brytyjczycy nidgy nie domyślili się prawdziwego celu przybycia argentyńskich "naukowców" na Falklandy, co jest świadectwem ich głupoty i braku wyobraźni.

    Inwazja Argentyńczyków rozpoczeła się 2 kwietnia 1982 roku, kiedy to przy użyciu ciężkich śmigłowców przerzucono z lotniskowca Veinticinco de Mayo ("25 Maja"), niszczycieli Herkules, Comodoro Py i Sequi, okrętu desantowego Cabo San Antonio (z tego ostatniego za pomocą amfibii) i trzech statków transportowych, 600 żołnierzy piechoty morskiej, personelu batalionu amfibii wraz z kompanią komandosów. Kompania ta zneutralizowała brytyjski garnizon w Port Stanley złożony z 79 żołnierzy Royal Marine. Decyzję o poddaniu wydał gubernator Wysp Falklandzkich, Rex Hunt. Równocześnie rozpoczęto przerzucanie ciężkiego sprzętu (głównie śmigłowców i artylerii). Siły inwazyjne były później systematycznie uzupełniane dochodząc do 11 batalionów piechoty (w tym piechoty morskiej), wspieranej przez moździeże oraz 4 haubice 155 mm i 30 haubic 105 mm. Dodatkowo siły lądowe wspierał dywizjon armat Oerlikon 35 mm i rakietowe systemy Tiger Cat oraz Roland. Jedynymi jednostkami zmotoryzowanymi były oddziały rozpoznawcze wyposażone w 12 wozów pancernych Panhard ERC z armatami 90mm. Tak małe siły zmotoryzowane były efektem przyjętej strategii obrony stacjonarnej: 8000 żołnierzy z 12000, których przerzucono na Falklandy, zgrupowano w rejonie Port Stanley na Falklandzie Wschodnim (patrz: Mapa Falklandów). Na Falklandzie Zachodnim rozlokowano tylko 2 bataliony - razem 1600 żołnierzy. Przyjęty "bierny" plan obrony 12 tys. km2 wysp był poważnym błędem, gdyż Argentyńczycy nie docenili brytyjskiej determinacji, zakładając, że wystarczy im przewaga ilościowa. Zbagatelizowano również fakt dużej wrażliwości sił stacjonarnych na ataki lotnicze. Argentyńczycy nie przerzucili na wyspy supernowoczesnych wozów VCTP, które ze swoimi szybkostzrelnymi działkami zrobiłyby piekło maszerującej piechocie brytyjskiej. Argentyńczycy najprawdopodobniej, w świetle ujawnionych dokumentów i faktów, trzymali w rezerwie gros sił lądowych na wypadek wojny z Chile (Chile było popierane przez Wielką Brytanię). Najprawdopodobniej z tego samego powodu Argentyna nie angażowała w konflikt falklandzki swojej marynarki wojennej.

    Obie strony konfliktu nie zaplanowały swoich działań tak, jak należałoby zrobić, jednocześnie lekceważąc przeciwnika. Argentyńczycy nie docenili skali brytyjskiego desantu, a Brytyjczycy zlekceważyli zagrożenie ze strony argentynskiego lotnictwa, doprowadzając do sytuacji, w której desant realizowano przy argentyńskim panowaniu w powietrzu. Groziło to klęską Brytyjczyków jeszcze przed rozpoczęciem właściwych działań lądowych. Nie mogli oni przewidzieć niezaangażowania w działania argentyńskiej floty, jak i tego, że komandosom SAS uda się zniszczyć dwa dywizjony przeciwpartyzanckich samolotów Pucara (11 samolotów) na lotnisku na Pebble Island na północnym wybrzeżu Falklandu Zachodniego (patrz: Mapa Falklandów). Dla tych samolotów Argentyńczycy zgromadzili zapas 34 000 litrów napalmu.

    To tyle jeśli chodzi o przygotowania. Przejdźmy do zaczętego już w poprzedniej części tematu sił ekspedycyjnych Wielkiej Brytanii.

    Jednym z największych problemów, przed jakimi stanęli Brytyjczycy, było zapewnienie siłom ekspedycyjnym odpowiedniego wsparcia lotniczego i obrony przeciwlotniczej siłami lotnictwa myśliwskiego. Jedynym możliwym do przyjęcia w tej sytuacji rozwiązaniem było wykorzystanie samolotów pionowego startu i lądowania Sea Harrier. Brytyjskie siły morskie posiadały jedynie dwa lotniskowce (Hermes i Invicible) dla samolotów pionowego startu ilądowania oraz śmigłowców i tylko 32 takie samoloty, z których w walkach zostało użytych 28.

    Pierwotnie lotniskowce miały mieć na swoich pokładach tylko po 5 samolotów Sea Harrier oraz śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych i do transportu wojsk. Załadowano jednak na nie większą liczbę tych samolotów, a oddane dodatkowo do dyspozycji dalsze samoloty Harrier w wersji GR3 rozmieszczono m.in. na kontenerowcach.

    Do czasu wojny o Falklandy samoloty Harrier nie były sprawdzane w działaniach bojowych. Royal Air Force pospiesznie więc przeszkoliła swoich pilotów do działań na morzu oraz podjęły przedsięwzięcia związane z wprowadzeniem do uzbrojenia tych samolotów rakiet Sidewinder. Nie wiadomo było również, jak sprawdzą się samoloty Harrier w walce z nowoczesnymi naddźwiękowymi samolotami myśliwskimi. Okazało się jednak - jak oceniają Brytyjczycy - że odniosły one duży sukces. Ani jeden z samolotów Harrier nie został zestrzelony w walce powietrznej, natomiast cztery z nich (dwa Sea Harrier i dwa GR3) zostały strącone przez naziemną obronę przeciwlotniczą w momencie nadlatywania nad cel, a trzy dalsze uległy wypadkom podczas złych warunków meteorologicznych.

    Samoloty Harrier w walkach powietrznych zestrzeliły około 30, na ogólną liczbę około 73, zniszczonych samolotów i śmigłowców argentyńskich. Argentyńskie straty wyniosły m.in.: 25 samolotów A-4 Skyhawk, 19 Mirage i 11 EA Dagger. Skuteczność samolotów Harrier byłaby większa, gdyby można było stworzyć sieć wczesnego wykrywania i ostrzegania. Trzeci wniosek, jaki - według Brytyjczyków -można wyciągnąć, to taki, że samoloty Sea Harrier i ich nowsza wersja AV8BS mają dużą przyszłość w działaniach morskich.

    Jak jednak zgodnie oceniły po wojnie obie walczące strony, sukcesy Harrierów w walkach z samolotami argentyńskimi były zasługą nowych pocisków rakietowych AIM-9L Sidewinder. Zostały one wyprodukowane w ramach pierwszej ich partii dla USAF i nie zdązyły nawet zostać wprowadzone do uzbrojenia amerykańskich sił powierznych. Pociski te zostały w trybie pilnym dostarczone Brytyjczykom, już w chwili kiedy to brytyjski interwencyjny Task Force wypłynął z Wielkiej Brytanii. Pociski dostarczono drogą powietrzną na Wyspę Dziękczynienia znajdującą się w połowie drogi.

    Samoloty Harrier wersji GR3 były używane w większości do wsparcia wojsk lądowych, a także do niszczenia celów naziemnych. Wykonały one około 150 takich lotów.

    Już II wojna światowa wykazała wyjątkowo duże znaczenie odpowiedniej osłony przeciwlotniczej dla jednostek sił morskich. Rozwój broni rakietowej w niczym nie obniżył wartości tej osłony. W Wielkiej Brytanii przystąpiono pod koniec lat 70-tych do budowy małych lotniskowców orzeznaczonych do przyjmowania śmigłowców i samolotów pionowego startu i lądowania Sea Harrier.

    Rząd brytyjski od pewnego czasu stał niezmiennie na stanowisku, że flota morska w normalnych warunkach będzie działać albo pod osłoną przeciwlotniczą własnych samolotów myśliwskich dalekiego zasięgu (działających z lotnisk naziemnych), albo będąc w składzie połączonych zespołów operacyjnych NATO - pod osłoną tychże zespołów. Dlatego okręty typu Invicible były pomyślane jedynie jako swego rodzaju osłona przeciwlotnicza sił zwalczania okrętów podwodnych na Atlantyku.

KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ
Oprac.: WOLF

Wszelkie spostrzeżenia i komentarze proszę kierować na e-mail : demon@greendevils.com.pl