

Jedną z głównych przyczyn takiego stanu rzeczy podaje się masowe użycie przez Jugosłowian makiet sprzętu. Jest to rzecz godna uwagi, gdyż w Polsce opracowano przez wrocławski WITI (ale nie tylko) rewelacyjne systemy makiet sprzętu, na które, łatwo się domyślić, nie ma budżetu (a na rauty i przyjęcia dla spasionych oficerków kasa jest, dziwne).
Za inne przyczyny beznadziejnej efektywności lotnictwa NATO wskazano na niekorzystne z punktu widzenia operacji powietrznych uksztaltowanie terenu oraz niższa od zakładanej skuteczność wykorzystania środków bojowych. Zaznaczono też, że od czasów zakończenia zimnej wojny spada poziom wyszkolenia pilotów.
Poddane analizie dostępne materiały w postaci m.in. uzyskanych podczas miesięcznej akcji poszukiwania przez specjalne ekipy szperaczy armii amerykańskiej śladów zniszczeń i szczątków zniszczonego sprzętu, doprowadziły Pentagon do nieoficjalnego pozytywnego zweryfikowania zniszczenia następujących celów:
Na lotnisku Slatina koło Prisztiny (zajętego niejako z marszu przez rosyjskich komandosów) nie znaleziono żadnego wraku statku powietrznego, ani śladów po zniszczonych samolotach, a zniszczone schronohangary były w środku puste. Znaleziono całą kolekcję makiet samolotów od An-26 przez Galeby i MiGi-21 po MiGi-29 i śmigłowce. Na dwa dni przed wkroczeniem sił KFOR do Kosowa z rejonu lotniska Slatina odleciało ok. 20 śmigłowców i co najmniej 12 samolotów MiG-21 i 6 samolotów Galeb.
Żołnierze KFOR przeczesali wzgórza, na których rzekomo NATO zdziesiątkowało kilka batalionów piechoty jugosłowiańskiej. Nie znaleziono żadnych ciał, ani śladów po rannych żołnierzach, ale znaleziono całą masę zniszczonych i całych gumowych manekinów żołnierzy...